M2Tech HiFace DAC - GFmod Audio Research

USB
RECENZJA MINIDAC
M2TECH HIFACE DAC
M2Tech
HiFace DAC
Jest malutki, leciutki i mimo atrakcyjnego,
pomarańczowego koloru wcale nie rzuca się w oczy...
lu z nas, miłośników muzyki,
cierpi, gdy przychodzi nam
spędzić kilka dni bez
ukochanych nagrań lub
będąc zdanym na jakość zdecydowanie
gorszą, niż do tego przywykliśmy na co
dzień? Zapewne dotyczy to większości
melomanów dysponujących systemami
audio wysokiej klasy. Podczas wyjazdów
czy to służbowych, czy też wypoczynkowych trudno sobie wyobrazić, żebyśmy
zabierali z sobą nasz wychuchany zestaw
stereo. Na szczęście dzięki postępowi
technologicznemu ostatnich lat obecnie
nie musimy się rozstawać z muzyką
wysokiej jakości nawet poza domem.
Na rynku dostępnych jest już wiele
urządzeń przenośnych – począwszy od
dedykowanych odtwarzaczy muzycznych,
przez smartfony, tablety, na laptopach
kończąc. Oczywiście kupno wysokiej
klasy odtwarzacza plików, jak choćby
HiFiMAN-a (np. testowany w tym wydaniu model HM-901) lub Astell&Kern (np.
testowany w numerze 11/2013 model
AK120) jest rozwiązaniem praktycznym,
I
66
HI-FI CHOICE
|
M2Tech HiFace DAC.indd 66
jednak więcej możliwości (przynajmniej
w moim wypadku, gdy laptop towarzyszy
mi podczas każdego wyjazdu) stwarza
dokupienie do laptopa przenośnego
DAC-a/wzmacniacza słuchawkowego.
Jeśli tak, jak ja, podróżujecie Państwo
zwykle z laptopem (a nawet tabletem
wyposażonym w wyjście USB), to wybór
urządzeń jest dość spory, a swego czasu
miałem przyjemność testować Calyxa
Coffee i Meridiana Explorera – oba te
urządzenia sprawdziły się naprawdę
świetnie. HiFace DAC włoskiego M2Techa
to kolejna propozycja tego typu, warta
szczególnej uwagi. Po pierwsze firma
ta specjalizuje się w wykorzystywaniu
interfejsu USB do odtwarzania muzyki
i ma na tym polu duże osiągnięcia.
Po drugie, jest to urządzenie wielkości
pendrive’a pracujące w trybie asynchronicznym, które można zabrać ze sobą
dosłownie wszędzie – wpinamy je w port
USB bezpośrednio, albo przez dokupioną
osobno przejściówkę (jeśli urządzenie
nie posiada pełnego portu), podłączamy
słuchawki i mamy zdecydowanie lepszą
NA TLE
INNYCH
Naturalnymi konkurentami HiFace
DAC-a są choćby testowane przez
nas wcześniej: Calyx
Coffee, Meridian
Explorer czy też urządzenie, z którym nie
miałem do czynienia, czyli AudioQuest
Dragonfly. Z tym
ostatnim siłą rzeczy
M2Techa nie porównam. W porównaniu
do Calyxa HiFace ma
przewagę w zakresie gęstości odtwarzanych plików (do
32/384), jako że
Coffee obsługuje pliki
wyłącznie do 24/96
(acz dzięki temu
nawet do Windowsów
nie są potrzebne żadne sterowniki). Coffee wyposażony jest w wyjście
analogowe w postaci pary gniazd RCA,
więc nie wymaga stosowania specjalnego kabelka, dysponuje także kilkoma przyciskami umożliwiającymi sterowanie podstawowymi funkcjami programu odtwarzającego muzykę,
czego HiFace nie ma.
Pod względem gabarytów Calyx wygrywa
zdecydowanie, jako że
jest dużo mniejszy. Co
do brzmienia, to o ile
Calyx prezentuje szkołę dość ciepłego grania, o tyle M2Tech
znajduje się raczej po
jakość dźwięku niż z wyjścia słuchawkowego danego urządzenia odtwarzającego
muzykę. Po trzecie, mimo tak niewielkich
gabarytów, możliwości tego malucha są
ogromne – odtwarza bowiem wszelkie
pliki, w tym gęste, aż do rozdzielczości
DXD (czyli 32 bity i 384kHz) włącznie!
Tego nie potrafi wiele, by nie powiedzieć
większość stacjonarnych DAC-ów USB,
szczególnie tych niekosztujących majątku.
Na ile jest to nam faktycznie niezbędne,
to już sami będziemy musieli zdecydować w zależności od tego, jakie pliki
posiadamy w kolekcji, ale miło jest mieć
świadomość, że M2Tech oferuje taką
możliwość. Właściwie brakuje tu tylko
DSD, ale pewnie prędzej czy później pojawi się nowa wersja (czy model), która i to
będzie potrafiła. Mój pierwszy kontakt
z tym urządzeniem miał miejsce w czasie
wystawy HighEnd 2013 w Monachium.
M2Tech zestawił tam bardzo interesujący
(z mojego punktu widzenia) system,
w którym grał prototypowy wzmacniacz słuchawkowy w klasie A, Marley,
napędzający moje ulubione słuchawki
planarne Audeze LCD3. Zacząłem od
słuchania, zachwytów nad brzmieniem
(tak, tak – pomimo dalekich od ideału
warunków wystawowych), a dopiero
potem sprawdziłem, co było źródłem
sygnału. A był nim laptop i... no właśnie,
HiFace DAC. Na pozór to bardzo dziwne
zestawienie – jedne z najlepszych słuchawek na rynku, kosztujące prawie 2.000
dolarów, prototyp wzmacniacza słuchawkowego, który w wersji produkcyjnej ma
kosztować ok 1.000 euro i DAC, który
w Polsce kosztuje poniżej tysiąca złotych.
Mezalians, prawda? A jednak to właśnie
w tym systemie słuchawki Audeze LCD3
HOME CINEMA
2014-01-30 18:44:13
MINIDAC USB
M2TECH HIFACE DAC
zabrzmiały znakomicie, lepiej niż w kilku
innych miejscach na wystawie, gdzie były
zestawione z teoretycznie lepszymi systemami. Oczywiście oznacza to, że wzmacniacz słuchawkowy doskonale zgrał się
z tymi słuchawkami (i jak wynika z moich
doświadczeń, faktycznie wzmacniacze
w klasie A są świetnymi partnerami dla
LCD3), ale choćby nie wiem jak wysokiej
klasy był wzmacniacz, to na tak dobrych
słuchawkach zawsze będzie słychać
słabość źródła. Jak już wspomniałem,
warunki wystawowe były dalekie od
idealnych do testowania sprzętu, ale to,
co usłyszałem, wystarczyło mi, by nabrać
przekonania, a nawet pewności, że zarówno wzmacniacz, jak i DAC M2Techa to
znakomite urządzenia, których koniecznie
muszę posłuchać w bardziej sprzyjających
warunkach. Na wzmacniacz słuchawkowy
w wersji produkcyjnej nadal czekam, ale
HiFace DAC trafił do mnie do testu i dostarczył mi mnóstwa pięknych wrażeń.
Jak wspomniałem wcześniej, jest to
urządzenie wielkości pendrive’a zakończone z jednej strony wtykiem USB, a z drugiej wyjściem analogowym w postaci
gniazda typu mały jack. Jeśli używamy
go z urządzeniem z systemem Windows,
niezbędna jest instalacja sterowników
dostarczanych przez producenta (swoją
drogą niestwarzających żadnych problemów), natomiast z urządzeniami pracującymi na systemach operacyjnych OS X lub
Linux, to sterowniki nie są konieczne. Jeśli
używamy tego DAC-a w podróży z laptopem na kolanach, warto ewentualnie
pomyśleć o podłączeniu go, dla bezpieczeństwa, za pomocą krótkiego kabelka
(który należy sobie dokupić). Przy wpięciu
bezpośrednio w gniazdo komputera
otrzymujemy sztywne połączenie i zawsze
istnieje ryzyko uszkodzenia gniazda lub
urządzenia. Meridian w swoim Explorerze
pomyślał o tym i jest to dobry pomysł. Na
korzyść M2Techa przemawia fakt, że przy
stacjonarnym używaniu, gdy kabelek jest
zbędny, można go wpiąć bezpośrednio
do komputera, pomijając kabelek, co
w przypadku Meridiana nie jest możliwe,
a zasadniczo im mniej kabli/elementów
po drodze sygnału, tym lepiej.
Jakość brzmienia
Urządzenie tego włoskiego producenta
przetestowałem w trzech różnych opcjach,
zestawiając je w różnych konfiguracjach w zależności od sposobu jego
wykorzystania.
Opcja pierwsza – w podróży, jako urządzenie przenośne. Zabierając w podróż
laptopa, wpinamy M2Techa, a do niego
łatwe do napędzenia słuchawki i gotowe.
Możemy słuchać muzyki w jakości na
pewno lepszej niż z wyjścia słuchawkowego tegoż komputera. Przetestowałem
taką opcję z kilkoma parami słuchawek,
które miałem do dyspozycji (nie do
końca zgodnymi z sugestią producenta,
mówiącego o nausznikach o średniej
i wysokiej impedancji) – Beyerdynamic
DT880 (32Ω) i T90 (250Ω) i HiFiMan
HE400 (35Ω). Efekty od strony brzmienia
były naprawdę dobre – czysty, detaliczny,
otwarty dźwięk, acz trochę „lekki” – brakowało nieco dociążenia i wypełnienia,
a uzyskane poziomy głośności nie były do
końca satysfakcjonujące. Tak, do podróży
przydałyby się słuchawki zamknięte lub
dokanałówki (dodatkowo z lepiej dopasowaną impedancją) dla komfortu zarówno
mojego, jak i otoczenia, ale niestety
takich słuchawek nie miałem w czasie
tego testu. Wyjąłem więc w końcu moje
stare, wysłużone AKG K26P, czyli model
faktycznie przenośny, nauszny. Z nimi
udało się już uzyskać satysfakcjonujący
poziom głośności (podkreślę, że szanuję
własne uszy i nie słucham zbyt głośno),
oraz odpowiednie, jak na te nauszniki,
dociążenie i wypełnienie dźwięku, bez
utraty owej czystości, detaliczności
i otwartości brzmienia, o których wspomniałem wcześniej. Okazuje się, że to
właśnie tego typu (czyli stricte przenośne)
nauszniki są właściwym tropem, jeśli
chcemy używać HiFace’a w podróży do
napędzania słuchawek.
Opcja druga – w podróży, ale
stacjonarnie. Nadal przebywamy poza
domem, ale już nie podróżujemy, więc
możemy rozłożyć nasz sprzęt, np. w pokoju hotelowym. W tej sytuacji można
M2Techa wykorzystać w roli DAC-a USB,
a to, moim zdaniem, jego podstawowa
funkcja. Na rynku jest wiele niewielkich
wzmacniaczy słuchawkowych i zwykle
nie kosztują one majątku, więc każdy
coś dla siebie znajdzie. Mój Schiit LYR
nie do końca się do tego nadaje, bo to
jednak całkiem spore i ciężkie urządzenie,
a w dodatku ma lampy na pokładzie,
których przewożenie zawsze wiąże się ze
sporym ryzykiem. W czasie testu M2Techa
miałem jednakże niewielki wzmacniacz
słuchawkowy firmy iFi o nazwie iCan.
Wymiary 150x70x30mm i waga rzędu
200g sprawiają, że jest ono wręcz idealne
do zastosowań mobilnych. To także (jak
wspomniany wcześniej, pełnowymiarowy
wzmacniacz słuchawkowy M2Techa) urządzenie działające w klasie A, niemające
najmniejszych problemów z napędzeniem
użytych w teście słuchawek, a nawet
całkiem nieźle poradził sobie z moimi
Audeze LCD3 (te słuchawki zasługują
oczywiście na wzmacniacz jeszcze wyższej
klasy, ale nie było żadnych problemów
z ich napędzeniem). Postanowiłem
więc sprawdzić, jak spisze się razem
M2Tech z iFi iCan. Jedynym wyjściem
analogowym HiFace DAC-a jest gniazdo
na małego jacka a iCan posiada takie
samo wejście. Można zatem połączyć
te urządzenia kabelkiem zakończonym
małymi jackami z obu stron. Druga opcja
DETALE
PRODUKT
M2Tech HiFace DAC
RODZAJ
DAC USB
CENA
950 zł
WYMIARY
(SxWxG)
88x14x20 mm
WAGA
200 g
NAJWAŻNIEJSZE
CECHY
•Częstotliwości
próbkowania: 44,1,
48, 88,2, 96, 176,4,
192, 352,8, 384kHz
•Długość słowa: 16
do 32 bitów
•USB: USB Audio
Class 2.0
•Współpracuje
z systemami:
Windows XP, Vista
(32- i 64-bitowe),
Windows 7
(32- i 64-bitowe);
OS X (10.6.4 lub
późniejsze);
•Linux (ALSA 1.0.24
lub późniejsze)
•Dokładność
wewnętrznego
zegara: +/-10ppm
0 do 60°C, 2ppm
typowo przy 25°C
•Wyjściowy sygnał
analogowy: 2Vrms
dla 10 kΩ
•Impedancja wyjścia
analogowego:
470Ω DC, 0,1Ω dla
1kHz
•Pasmo
przenoszenia:
5–22.000Hz
(dla 44,1kHz),
5–150.000Hz (dla
384kHz)
•THD + N: -112dB dla
0dBFS
•Zasilanie: 5V
z gniazda USB
DYSTRYBUCJA
GFmod Audio
Research
www.GFmod.pl
RECENZJA
to kabelek z jednej strony zaterminowany
małym jackiem, a z drugiej parą wtyków
RCA. Uznałem, że dla mnie lepszą będzie
ta druga opcja, bo pozwoli podłączyć
M2Techa również do dużego systemu
(co planowałem jako opcję nr 3 dla tego
testu). Takim kabelkiem dysponowałem
w czasie testu Meridiana Explorera, ale
w związku z tym, że był on wypożyczony,
musiałem go oddać. Rozglądałem się
więc za innym, który mógłby już zostać
u mnie na stałe, na użytek ewentualnych
przyszłych testów. Zamiast jednak zaopatrzyć się w kabelek jednej z dużych firm
kablarskich (choćby Audioquest), zwróciłem się do młodej polskiej firmy – Forza
Audioworks, dobrze już znanej w światku
miłośników słuchawek i urządzeń przenośnych (i to nie tylko z prezentacji na ostatnim Audio Show). W ofercie tej firmy są
fantastycznie wykonane kable słuchawkowe, wykorzystujące druty i wtyki wysokiej
klasy i które, jak sprawdziłem nausznie,
w niczym nie ustępują kablom znanych
marek, a wyraźnie górują brzmieniem na
kablami stockowymi (porównywałem na
swoich Audeze LCD3 i na Sennheiserach
HD800). Poprosiłem więc o przygotowanie kabelka z małym jackiem i dwoma
wtykami RCA, a konkretny model ustaliliśmy, dyskutując o tym, czego oczekuję od
tegoż kabla – maksymalnej przeźroczystości i absolutnie minimalnej ingerencji
w brzmienie (wyobrażacie sobie Państwo
taką dyskusję z jednym z kablowych
majorsów?! Ja też nie, więc taka mała,
polska manufaktura jest rozwiązaniem
idealnym). Stanęło więc na modelu FAW
Claire RCA/XLR to Jack, wykonanym
z miedzi (FAW 7N Cryo OCC), z wtykami
1877 Phono (RCA OCC Copper plug)
i pozłacanym minijackiem Switchcraft. Po
otrzymaniu kabelka dałem mu szansę na
24-godzinne wygrzanie, po czym przystąpiłem do odsłuchów.
Od pierwszej chwili jasne dla mnie były
dwie rzeczy. Po pierwsze to, o czym wspomniałem wcześniej – główną rolą HiFace
DAC-a jest konwersja cyfrowo-analogowa, a wyjście słuchawkowe jest miłym, ale
jednak dodatkiem. Dopiero zastosowanie
dobrego wzmacniacza słuchawkowego
odkrywa prawdziwą klasę tego pomarańczowego malucha. Po drugie, urządzenie
to jest kolejnym dowodem na to, że
M2Tech jest świetnym specjalistą od USB
audio i potrafi to zrobić za niewielkie
pieniądze (co udowadnia także innymi
produktami). To naprawdę niezwykłe,
że za 950 złotych można zaproponować
klientom tak grającego DAC-a! W jednej
z dyskusji, których byłem świadkiem,
padła nawet sugestia, że gdyby zapakować ten sam układ do obudowy normalnej wielkości i podnieść kilkukrotnie
jego cenę, to nadal stosunek oferowanej
jakości brzmienia do ceny byłby znakomity. I trudno się z tym nie zgodzić, choć
HOME CINEMA
M2Tech HiFace DAC.indd 67
|
HI-FI CHOICE
67
2014-01-30 18:44:15
USB
RECENZJA MINIDAC
M2TECH HIFACE DAC
trzeba pamiętać o ograniczonej wyłącznie
do roli DAC-a USB funkcjonalności tego
urządzenia. Bez używania funkcji iCana,
które pozwalają m.in. zwiększyć ilość
basu, M2Tech zagrał świeżym, otwartym
dźwiękiem, ze szczegółową, dźwięczną
górą pasma, gładką, dociążoną, płynną
średnicą i zwartym, szybkim, ale nie tak
dociążonym i nieschodzącym bardzo
nisko basem. Dźwięk na pewno może
się podobać – dobre słuchawki zawsze
pozwalają lepiej usłyszeć wszelkie
subtelności, detale, które na kolumnach
czasem umykają, warunkiem oczywiście
jest dostarczenie tychże szczegółów przez
źródło. I tu HiFace DAC spisywał się
znakomicie, łącząc analityczność godną
zdecydowanie droższego urządzenia
z płynnością, gładkością i spójnością,
jakich też na tym poziomie cenowym
trudno oczekiwać. Balans tonalny był co
prawda delikatnie przesunięty w górę,
więc osoby, które oczekują od słuchawek
przede wszystkim mocnego, dociążonego
basu, mogą nie być do końca zadowolone. Ja jednak zawsze podkreślam, że wolę
nieco mniej dociążony, ale za to zwarty,
nieprzeciągany, szybki i rytmicznym
audio trudno wymagać więcej w zakresie
jakości brzmienia – jest znakomicie i taki
zestaw zabierany w podróże w pełni by
mnie satysfakcjonował!
Opcja trzecia – w domowym systemie
audio. Na koniec zostało mi sprawdzić,
jak ten pomarańczowy maluch spisze
się w dużym, domowym systemie w roli
DAC-a USB. Tym razem wpiąłem go więc
do mojego dedykowanego audio komputera PC (WIN 8.1, Jriver 18, JPlay 5.1,
i5, 8GB RAM, dysk SSD na system, pliki
FLAC na NAS, dostarczane po domowej
sieci). Dalej znakomitym kabelkiem Forza
Audioworks DAC wpięty był do przedwzmacniacza (ModWright LS100) i dalej
do końcówki (ModWright KWA100SE)
i kolumn (Bastianis Matterhorn, ale
również Ardento Alter2 i Amphion Argon
7L). Efekt? Zapominając nawet o cenie
tego urządzenia – znakomity! Kolejny raz
przyszło mi się zastanawiać, jakim cudem
z tego malucha płynie tak czysty, transparentny dźwięk. Zwykle, by to osiągnąć,
wyposaża się duże DAC-i w rozbudowane
zasilacze, zajmujące przestrzeń kilka/
kilkanaście razy większą niż cały HiFace
DAC. A jednak to właśnie jest cecha
bas, który nie ma problemów z timingiem – a to właśnie oferuje włoski DAC.
Wspomniałem o dodatkowych funkcjach
wzmacniacza słuchawkowego iFi – otóż
ma on opcję wzmocnienia niskich częstotliwości oraz zwiększenia przestrzenności
dźwięku. Nie wgryzałem się jeszcze w to,
jak to osiągnięto, ale faktem jest, że obie
funkcje działają i zwłaszcza zwiększenie
ilości basu okazało się przydatne, szczególnie gdy przyszło do muzyki rockowej,
bluesa czy dużej klasyki. Na dobrą
sprawę przy graniu ze zwykłego laptopa
z Foobarem i Jplayem 5.1, z HiFace DACiem i iCanem, z każdych z wymienionych
wyżej słuchawek byłem w stanie wycisnąć
niemal maksimum ich potencjału. A mówimy przecież o słuchawkach w cenie ok.
2.000zł, więc bynajmniej nie tanich. Tak
więc od takiego „przenośnego” zestawu
wyróżniająca go na tle przetworników
kosztujących nawet kilka tysięcy złotych.
Dorzućmy do tego wysoką detaliczność,
otwartość, szybki, zwarty, rytmiczny bas,
dobrze różnicowaną i kolorową średnicę
i dostajemy obraz, którego nie powstydziłyby się urządzenia nawet 3, 4-krotnie
droższe. Różnice pojawiają się na dole
pasma, bo tu ciągle nie było takiego
dociążenia i tak niskiego zejścia, jakie
oferują kilkukrotnie droższe przetworniki i zapewne wynika to też z zasilania
HiFace’a bezpośrednio z portu USB
komputera. Ale i na to można znaleźć
sposób – swój dzielony wzmacniacz
zamieniłem na integrę z serii Masterclass
Sugdena (IA-4), a więc wzmacniacz
w klasie A z bardzo mocną podstawą
basową, i sumarycznie basu już było tyle,
ile trzeba. Pewnie, że to kolejny mezalians
68
HI-FI CHOICE
|
M2Tech HiFace DAC.indd 68
stronie umiarkowanie analitycznego, niemal neutralnego grania, z nadzwyczajną
przejrzystością i detalicznością grania.
Brzmienie jest oczywiście kwestią gustu,
dokonując wyboru
bierzemy także pod
uwagę potrzebną
nam funkcjonalność
i te czynniki będą
w pewnym stopniu
decydować o wyborze.
Obiektywnie M2Tech
oferuje dźwięk wyższej klasy. Porównanie
z Meridianem
Explorerem jest trudniejsze. Te urządzenia klasą brzmienia są
do siebie bardzo zbliżone. Meridian także
(jak Calyx) prezentuje nieco cieplejsze
i nadzwyczaj muzykalne granie, ale też
i zdecydowanie bliżej
mu poziomem szczegółowości, otwartością brzmienia do
M2Techa, choć nie
dorównuje mu pod
względem czystości i transparentności dźwięku. Meridian
w zestawie ma krótki
kabelek, którym musimy go podłączyć do
portu USB komputera, co niweluje ryzyko
uszkodzenia urządzenia wetkniętego bezpośrednio do portu,
acz jest to dodatkowy
element w torze, co
nie musi być pożądane. Jest także wyposażony w dwa wyjścia –
jedno ze stałym, a drugie z regulowanym
poziomem sygnału i to z regulowanym
poziomem lepiej radzi
sobie z napędzaniem
słuchawek niż wyjście HiFace’a. M2Tech
ma ponownie przewagę w zakresie obsługiwanych rozdzielczości plików, jako
że Explorer odtwarza
maksymalnie pliki do
24/192. Wybór między tymi dwoma urządzeniami sprowadza
się przede wszystkim
do indywidualnych
preferencji brzmieniowych, chyba że komuś
zależy na możliwości odtwarzania plików DXD, bo wówczas HiFace DAC staje
się jedynym wyborem.
Meridian Explorer
i HiFace DAC to znakomite urządzenia
i oba sprawdzają się
nie tylko w podróży,
ale i w dużym, domowym systemie.
– wzmacniacz za ponad 20.000zł z DACiem za 950 złotych, ale w praktyce sprawdziło się to doskonale. Słowem – jeśli
rozważacie Państwo zakup DAC-a wyłącznie do grania z plików i nie chcecie
wydawać zbyt wysokiej kwoty, to HiFace
DAC M2Techa jest świetną propozycją
i koniecznie powinniście go posłuchać.
Zagra z werwą, z pazurem, otwartym,
żywiołowym, ale i bardzo ładnie poukładanym dźwiękiem, który nie może się nie
podobać. Moim zdaniem w niejednym
systemie, o ile nie potrzebujemy innych
wejść cyfrowych, może bez trudu zastąpić
wiele droższych i sporo większych od
siebie DAC-ów.
Podsumowanie
Dla wielu osób, które chcą słuchać
muzyki z plików, ten M2Tech może
być idealnym rozwiązaniem – kosztuje
niewiele, jest mały, więc można go
także zabierać w podróż czy do biura,
a gdy przyjdzie nam ochota na granie
z plików w dużym, domowym systemie,
także wywiąże się z tego zadania bardzo
dobrze. Pomarańczowy maluch oferuje
brzmienie, za które zwykle trzeba zapłacić
zdecydowanie więcej. Niewiele jest przetworników, nawet tych „dużych”, w cenie
do kilku tysięcy, które dorównają mu
pod względem czystości i detaliczności
brzmienia. Na tym jednak nie kończą się
jego zalety. Góra pasma jest dźwięczna,
otwarta, przetwornik kreuje dużą, dobrze
poukładaną przestrzeń. Średnica jest
nasycona, kolorowa, gładka i płynnie
łączy się z górnymi składowymi pasma.
Bas, nawet jeśli nie schodzi najniżej i nie
ma takiej potęgi brzmienia, to jednak
nadrabia to szybkością, zwartością,
świetnym trzymaniem rytmu i doskonałym timingiem. Jeśli zestawimy go
z odpowiednim systemem (np. iFi iCan
z możliwością wzmocnienia basu, czy
IA-4 Sugdena) to przestaniemy odczuwać
jakiekolwiek braki w dole pasma, a pozostałe zalety sprawią, że HiFace DAC
pod względem klasy brzmienia zostawi
wielu sporo droższych konkurentów z tyłu.
Marek Dyba
WERDYKT
JAKOŚĆ DŹWIĘKU
JAKOŚĆ/CENA
JAKOŚĆ WYKONANIA
MOŻLIWOŚCI
PLUSY: Odtwarza pliki do
rozdzielczości DXD włącznie,
świetne brzmienie
MINUSY: Plastikowa obudowa, przydałby się dodatkowy kabelek do podłączania
w podróży
OGÓŁEM: Znakomite urządzenie w okazyjnej cenie,
które pozwala się cieszyć wysokiej klasy dźwiękiem zarówno w domu, jak
i poza nim
OCENA OGÓLNA
HOME CINEMA
2014-01-30 18:44:18