Musical Fidelity M3CD+M3i
HI-FI Odtwarzacz CD + wzmacniacz stereo 8000 - 12 000 zł
TEST
Seria M3 firmy Musical Fidelity jest
pierwszą od dołu cennika, której produkty
mają „regularne” wymiary przedniej ścianki,
a więc szerokość 440 mm. W materiałach
firmowych znajdziemy wiele dodatkowych,
niebanalnych informacji, jak chociażby to,
że we wzmacniaczu M3 najistotniejszy jest
układ sterujący (a nie wyjściowy), albo że
w CD jednymi z ważniejszych układów są
filtry cyfrowe (kto dzisiaj o nich pisze?).
Urządzenia nie mają trybu stand-by, uruchamia się je za pomocą klasycznych, mechanicznych wyłączników sieciowych. Pozwoliło
to zaoszczędzić parę pensów, ale przede
wszystkim automatycznie przesunęło Musicala w kierunku klubu Energy Star. Materiału
na obudowy jednak nie żałowano – ścianki
przednie są bardzo grube, mają charakterystyczny profil z cofniętymi krawędziami
dolną oraz górną. Na aksamitnej czerni
błyszczą chromowane płytki z nazwami serii
oraz aluminiowe przyciski wraz z gałką siły
głosu we wzmacniaczu – fronty wyglądają
bardzo solidnie i ekskluzywnie.
Odtwarzacz M3CD
Odtwarzacz Musicala nie ma klasycznej
szuflady, lecz szczelinę − to już od lat znane
rozwiązanie, które na dobre weszło do repertuaru producentów sprzętu, nie tylko samochodowego, ale i stacjonarnego. Pod niebieskim
ciekłokrystalicznym wyświetlaczem znajduje
się kilka przycisków sterujących napędem −
i to wszystko.
Tył jest podobnie minimalistyczny, co
w przypadku odtwarzacza cyfrowego XXI
wieku jest niekoniecznie zaletą. Mamy
stereofoniczne wyjście analogowe, dwa
wyjścia cyfrowe – elektryczne RCA i optyczne
TOSLINK – oraz gniazdo sieciowe IEC. Nie ma
wejść cyfrowych. W czasach, w których liczba
źródeł cyfrowych, wymagających lepszego
DAC-a jest coraz większa, zamykanie dobrego
odtwarzacza CD na możliwość ich obsłużenia
wydaje się nieco anachroniczna.
Napęd ze sterowaniem dostarczyła firma
Stream Unlimited, przetwornik z zasilaniem −
sam Musical .
Zacznijmy od tego pierwszego. Moduł
Blue Tiger CD-80 składa się z dwóch części.
Mechanika pochodzi od firmy ASATech,
potentata w tej dziedzinie, samo sterowanie
przygotowali specjaliści Stream Unlimited.
Wartość ich produktów rozpoznało już wielu
producentów, dlatego przypomnę w kilku
słowach, o kim mowa. To międzynarodowa
inicjatywa, opierająca się na wiedzy 50 inżynierów – firma w całości należy właśnie do
nich. Pochodzą głównie z dwóch firm – Philips
Audio (to oni byli odpowiedzialni za opracowanie standardu Compact Disc – napędu)
oraz ReQuest Multimedia (ci, którzy stworzyli
pierwszy na świecie twardodyskowy serwer
MP3).
42
grudzień 2011
Musical Fidelity
M3CD+M3i
Jeśli dokładnie przyjrzymy się sekcji C/A,
zobaczymy, że to tak naprawdę wariacja
„na temat” przetwornika M1 DAC Musicala.
Bardzo podobny układ widziałem też w przedstawionym miesiąc temu odtwarzaczu CLiC.
Tuż przy miejscu, w którym wpięta jest taśma
z sygnałem, znajduje się bardzo dobry zegar,
dzięki któremu, w głównej mierze, Michaleson
osiągnął w M3CD niski jitter. Sam przetwornik
C/A to układ Burr-Brown DSD1796, już leciwy,
ale wciąż doskonały. To kość opracowana
pierwotnie dla odtwarzaczy SACD, o niskich
zniekształceniach i bardzo wysokiej
dynamice. Antony Michaleson bardzo go lubi
(albo kupił ich dużo…), ponieważ stosuje go
wszędzie, gdzie się tylko da. Z korzyścią dla
wszystkich.
Dalej widać układy filtrów analogowych,
wzmocnienia oraz bufora wyjściowego.
Wszystkie skonstruowano przy użyciu układów
scalonych JRC5532, znanych od lat, niedrogich,
acz przyzwoitych.
Zasilacze pobierają prąd z dwóch uzwojeń
wtórnych niewielkiego transformatora toroidalnego, odsuniętego od układów.
Tylko wyjścia – nie ma wejść
cyfrowych, co nie pozwala
wykorzystać odtwarzacza jako
DAC-a dla innych zewnętrznych
źródeł cyfrowych
Widać wyraźny
podział na dwie
sekcje: napęd ze
sterowaniem i zasilacz
z „dakiem”. Pierwsza
sekcja z Austrii,
druga − z Wielkiej
Brytanii.
www.audio.com.pl
Cały układ wzmacniacza
zmontowano na jednej
dużej płytce. Z boku
radiator końcówki,
z tyłu przedwzmacniacz, z przodu
transformator.
M3i nie ma wejścia
gramofonowego,
ale MF ma osobne
urządzenie tego typu
− M1 ViNL.
Wzmacniacz M3i
Przód wzmacniacza jest równie elegancki,
jak w odtwarzaczu − a może nawet bardziej.
Dominuje tu duże, metalowe, choć dość płaskie
pokrętło wzmocnienia; jego kształt został dobrany tak, aby pasował do ściętych krawędzi przedniej ścianki, ale jest też całkiem ergonomiczny.
Po obydwu stronach umieszczono niewielkie,
także metalowe, przyciski, tworzące selektor
wejść - tylko liniowych, ale tych jest naprawdę
sporo – sześć, z których jedno zostało „pożenione” z pętlą do nagrywania („Tape”), a drugie
można zmienić na wejście HT („Home Theatre”),
pozwalające zintegrować M3i z systemem kina
domowego. Służący do tego mechaniczny
przełącznik znalazł się na tylnej ściance. Nad
każdym przyciskiem widać małą diodę. Kolejne
dwie są przy wyłączniku sieciowym – jedna
sygnalizuje działanie urządzenia, a druga −
tryb „Mute”.
Wyjścia głośnikowe są po jednej stronie,
ustawione blisko siebie. Oprócz wspomnianych
już wejść, jest też wyjście z przedwzmacniacza.
Układ zmontowano na jednej dużej płytce
drukowanej, wyglądającej bardzo solidnie.
Układy poszczególnych sekcji są od siebie
jednak wyraźnie oddzielone mechanicznie.
Sygnał między przedwzmacniaczem a końcówką mocy jest przesyłany nie ścieżką, choć
to ostatecznie ta sama płytka, a klasycznymi
kabelkami ekranowanymi.
Przedwzmacniacz zmontowano tuż za
gniazdami wejściowymi. Po wybraniu wejścia
sygnał trafia do układu regulacji siły głosu.
W materiałach firmowych czytamy, że M3i
„has perfect volume control matching even at
very low levels”. Pierwszy rzut oka do wnętrza
tego nie potwierdził, ponieważ przy przedniej
ściance zobaczyłem taniutki, otwarty potencjometr. Za chwilę rzecz się jednak wyjaśniła:
potencjometr ten jest tylko enkoderem, współpracującym ze scaloną drabinką rezystorową PGA2320 firmy Burr-Brown. To ciekawe,
pokrętło ma wyraźne punkty − początkowy
i końcowy − a mimo to regulacja siły głosu nie
odbywa się w potencjometrze, stąd nieporozumienie.
Producent podaje, że przedwzmacniacz
pracuje w klasie A. Ma on swoje własne uzwojenie wtórne w transformatorze zasilającym,
a w związku z tym osobny zasilacz. Z tego
samego uzwojenia wychodzi jeszcze jeden
zasilacz − dla sekcji sterującej.
Końcówki umieszczono z boku, wzdłuż dużego radiatora, a zbudowane są tylko z tranzystorów. Jak mówi Michaleson, sekcja sterująca
została pierwotnie opracowana dla topowej
końcówki, potwora o nazwie Titan, i wyróżnia
się najniższymi szumami i zniekształceniami.
Sekcja ta steruje wzmacniaczem prądowym,
który oparty jest na pracujących w push-pullu
układach Darlingtona STD03N+03P. W każdym z nich mamy dwa tranzystory bipolarne
w układzie kaskodowym, zintegrowane z diodą
służącą kompensacji dryftu temperaturowego.
Na wyjściu widać duże przekaźniki − część
układu zabezpieczającego.
Drugie uzwojenie wtórne transformatora
przeznaczone jest dla końcówki mocy − dla
obydwu kanałów jest wspólne. W tym zasilaczu
znajdują się dwa kondensatory o pojemności
10 000 mF każdy.
Na pierwszy rzut oka sterowanie siłą głosu wygląda
„biednie”, ale to tylko enkoder, sprzężony z drabinką
rezystorową, mimo że zachowanie pokrętła sugeruje
funkcjonowanie klasycznego potencjometru.
Klasyczna końcówka mocy z układami Darlingtona – dwa tranzystory i dodatkowo dioda w jednej
obudowie
R E K L A M A
www.audio.com.pl
grudzień 2011
43
HI-FI Odtwarzacz CD + wzmacniacz stereo 8000 - 12 000 zł
TEST
Laboratorium Musical Fidelity M3i
LAB
Producent nie obiecuje astronomicznych mocy wyjściowych, określając
potencjał „M3-ki” na poziomie 76 W przy 8 omach i nie pisząc nic o mocy
na 4 omach. To niezbyt wiele, ale w rzeczywistości możemy liczyć na więcej
− 85 W w jednym i 2 x 79 W w dwóch kanałach, ponadto, jak się okazuje, wzmacniacz pracuje bez większych problemów także na 4-omowym
obciążeniu, wtedy pojawia się 121 W lub 2 x i 110 W (jeden/dwa kanały
wysterowane). Czułość jest absolutnie wzorcowa − równa 0,2 V. Natomiast
problematyczny jest poziom szumów, odstęp wynosi tylko 75 dB, wskutek
czego dynamika zatrzymała się daleko od pułapu 100 dB – osiągnęła tylko
93 dB.
Pasmo przenoszenia (rys.1.) też nie daje powodów do euforii, lecz
i zamartwiać się nie będziemy: przy 10 Hz spadek wynosi -0,6 dB, powyżej
20 kHz widać opadanie, i spadek -3 dB w zakresie wysokich tonów (jednak
już ponadakustycznych) pojawia się przy ok. 70 kHz.
Poziom i rozkład zniekształceń (rys. 2.) jest już bez zarzutu, widać
wprawdzie wysoki szum, jednak najsilniejsza trzecia harmoniczna osiąga
tylko niski poziom -89 dB i w tym szumie w zasadzie ginie.
Przebieg zniekształceń THD+N z rys. 3. jest obciążony szumem, ale nie
daje też powodu do większych narzekań. Na interesujący nas poziom 0,1 %
trzeba „zapracować” mocą wyjściową przekraczającą 2 W przy 8 omach
i ok. 3 W przy 4 omach.
Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W]
[Ω]
1x
8
85
4
121
Czułość (dla maksymalnej mocy) [V]
Stosunek sygnał/szum
(filtr A-ważony, w odniesieniu do 1W) [dB]
Dynamika [dB]
Współczynnik tłumienia (w odniesieniu do 4 Ω)
ODSŁUCH
Odtwarzacz Musicala brzmi niemal
dokładnie tak, jak wygląda. Gra solidnie,
elegancko, bez wyskoków i wodotrysków. To
brzmienie, na którym można polegać, jeżeli
szukamy źródła bezpiecznego, nieagresywnego. Punkt ciężkości leży w zakresie mocnego
wyższego basu. To on definiuje wielkość źródeł pozornych, a jednocześnie wysoką dynamikę. Niemal niezależnie od materiału,
z jakim będziemy go słuchali, M3CD
zagra bas po prostu dobrze. Ale nie
tylko bas. Weźmy na przykład płytę
„Saxophone Colossus” Sonny’ego
Collinsa − to materiał monofoniczny,
z dużym, wyraźnym saksofonem lidera. Musical lekko go przybliżył, zresztą razem z perkusją i kontrabasem,
podciągając tylne plany, wyciągając
instrumenty na powierzchnię miksu.
Muzycy byli „obecni”, wyraźnie
zarysowani, tu nic się nie ciągnie, nie
rozmazuje, nie rozłazi ku chimerycznej wersji plastyczności. Dźwięk jest
konkretny, a wcale nie rozjaśniony.
Przypominam sobie CLiC-a − to
samo DNA dźwięku: solidnego,
pewnego, rzetelnego fundamentu,
44
grudzień 2011
Rys. 1 Pasmo przenoszenia
Rys. 2 Zniekształcenia harmoniczne
2x
79
110
0,2
75
93
61
Rys. 3 Moc
na którym można potem dobudować resztę
systemu. Musi to więc być dźwięk nieagresywny, a przy tym wystarczająco rozdzielczy.
Dlatego też M3CD słucha się wyjątkowo
komfortowo. Góra pasma jest niezapiaszczona, gładka, lecz wcale niezaokrąglona. To
nie jest generalnie ciepły dźwięk, tyle że ma
wewnętrzny porządek i spokój. Zwykle wiąże
się to z niskim jitterem i solidnym zasilaniem.
Te dwa elementy są w dużej mierze
odpowiedzialne za kształt ostatecznej analogowości.
Wprawdzie pierwsze plany
są bliżej nas, ale nie wyskakują
w sposób wywołujący jakikolwiek
niepokój i nadmierną ekscytację –
są raczej intymne niż natarczywe.
Musical nie sili się na kreowanie
ekspansywnej, głębokiej przestrzeni. Nie pomrukuje też efektownie
najniższym basem, generowanym
przez instrumenty klawiszowe (jak
np. na płycie „Mały Książę” Marka
Bilińskiego).
Podłączając wzmacniacz M3i
w miejsce wzmacniacza odniesienia, słychać od razu, że to wyraźnie
mniej rozdzielcze urządzenie niż
Zdalne sterowanie jest utylitarne
– ma działać, i tyle.
M3CD. Nie winiłbym jednak o to wzmacniacza
jako takiego, a po prostu technikę – już po
raz któryś z kolei w tym przedziale cenowym
znacznie łatwiej uzyskać wysoką rozdzielczość z urządzenia źródłowego niż ze wzmacniacza − i to bez względu na to, czy mówimy
o Musicalach, czy o innych urządzeniach. M3i
daje w zamian coś innego.
Wzmacniacz Musicala jest małą elektrownią i bez względu na to, jak ocenimy jego
inne cechy, ta jedna ustawia go wysoko na
liście. Jeśli chodzi o możliwości dynamiczne, rozmach, skalę, a także bas, to M3i jest
mocnym kandydatem na „pana młodego”.
Nawet wysokie poziomy nie robią na nim
wrażenia o tyle, że nie zmienia się ani barwa,
ani przestrzeń, ani detal. Dół jest nasycony
i swobodny, nie dusi się, środek nie zaczyna krzyczeć, a góra skrzypieć. Kontrola do
samego końca. Dlatego ta moc, ta potęga nie
rujnuje delikatniejszego grania, jak np. z płyty
„Songbird” Evy Cassidy. Posłuchajmy ładnej
gry gitary w utworze „Autumn Leaves”, jak
dobrze chowa się pod spodem, kiedy wchodzi
wokal. A przecież głos nieodżałowanej Cassidy nagrano tu z dość mocnymi sybilantami,
przeszkadzającymi często w odbiorze tej
muzyki.
www.audio.com.pl
Przełącznik
HT pozwala
zamienić
jedno z wejść
liniowych na
wejście na końcówkę mocy,
a tym samym
otworzyć drogę
do integracji
wzmacniacza
z kinem
domowym.
Gniazda głośnikowe umieszczono blisko
siebie, więc trzeba uważać, żeby nie zewrzeć
wideł. Są jednak solidne i dają się całkiem
mocno dokręcić.
W całym systemie M3 udaje się
uchwycić niemęczący poziom napięcia emocjonalnego, którym się żywi
muzyka. Jeśli w dźwięku jest coś nie do
końca tak, jak być powinno, to dzieje
się to jakby z boku, nie przeszkadza,
choć jest zauważalne. Tylko średnia
rozdzielczość wzmacniacza jest teoretycznie największą słabością, ale i ona
ani trochę nie zniechęca do słuchania,
bo Musical przynosi ze sobą mocne
„pozytywne wibracje”.
Wyjścia
z przedwzmacniacza i do
nagrywania.
M3i jest
bardzo
dobrze
wyposażony
w zakresie
gniazd
sygnałów
liniowych.
m3cd
m3i
CENA: 5000 ZŁ
CENA: 5000 ZŁ
DYSTRYBUTOR: audio klan
www.audioklan.pl
DYSTRYBUTOR: audio klan
www.audioklan.pl
Wykonanie
Bardzo stylowa, poważna obudowa. Właściwy „napęd”
dobrej klasy, sprawdzony DAC.
FUNKCJONALNOŚĆ
Brak wejść cyfrowych i niezbyt duży wyświetlacz.
Także szczelina na płytę nie wszystkim będzie
odpowiadać.
brzmienie
Mocne, konkretne, wyraziste choć niewyostrzone,
z dobrą dynamiką i bogatą barwą.
Wykonanie
Budzące zaufanie, eleganckie, z autorskimi układami.
FUNKCJONALNOŚĆ
Podstawowe łącza plus łatwa integracja w systemie
wielokanałowym. Przyjemny organoleptycznie.
parametry
Przyzwoita moc (2 x 110 W na 4 omach), wysoki szum
(-75 dB), niskie zniekształcenia.
brzmienie
Dynamiczne, z mocnym, swobodnym basem,
nasyceniem średnicy, bez zapędów analitycznych
i przestrzennych.
R E K L A M A
www.audio.com.pl
grudzień 2011
45
Was this manual useful for you? yes no
Thank you for your participation!

* Your assessment is very important for improving the work of artificial intelligence, which forms the content of this project

Download PDF

advertisement